Dodane przez dorcus, w dniu - 09-09-2008 08:33 Chyba jedno z największych rozczarowań muzealnych... Za wyjątkiem Wawelu Zaginionego (****) Muzeum okazało się (delikatnie mówiąc) rozczarowujące. Pamiętam uczucie jakie mi toważyszyło w Komnatach Królewskich: tyle zapłaciłem to chociaż pobędę tu dłużej. Ale się nie dało - po godzinie wyszedłem bo się nudziłem. Nie ma warunków na obejrzenie dzieła - stoi się 4-6 m. za jakimś sznurkiem. Ani nie można poznać techniki wykonania, zobaczyć ręki mistrza czy najzwyczajniej w świecie obejrzeć z kilku stron. Obowiązkowe przejście z przewodnikiem - to dobre rozwiązanie. Przejście samodzielnie przez komnaty niewiele wnosi. Wschód w zbiorach wawelskich - porażka całkowita (dla laika jak ja). Leżą obok siebie trzy dywaniki: każdy z nich ma inną, dziwnie brzmiącą nazwę. Żadnego wytłumaczenia dlaczego się inaczej nazywają i co to oznacza. Denerwuje mnie takie traktowanie odbiorcy na zasadzie - trzeba się było uczyć, tłuku... Zbrojownia i Skarbiec - Szczerbiec ciekawie wyeksponowany, ale reszta napakowana w gablotki jak w jakiejś nieprofesjonalnej kolekcji. I znowu bolączka - co z tego, że podpisane berdysz, junka, forkiet, korseka czy spisa. Jeżeli nie ma określonych cech, na które należy zwrócić uwagę i które są różnicujące dla danego zabytku to podpis tego typu naprawdę niewiele mówi. To zgodznie z zasadą "Koń jaki jest każdy widzi". Sam zamek robi wrażenie, widać postępujące prace i jest obowiązkowym punktem do zobaczenia (*****) ale ekpozycji daję (***). |