Dodane przez strażak, w dniu - 26-01-2009 18:56 Dzisiaj przeczytałem, że argumentując podwyżkę biletów, ktoś porównał cenę biletu na Wawel z ceną hamburgera. Na początku trochę mnie to zniesmaczyło, ale potem pomyślałem sobie ile w tym jest profesorskiej mądrości (osoba porównująca chyba była profesorem). Pierwszy raz byłem na Wawelu z wycieczką szkolną ze 20 lat temu, a ostatnio miałem okazję powtórnie zwiedzić Komnaty Skarbiec i Zbrojownię. Powiem szczerze, że tak nie wynudziłem się dawno. Tam się nic nie zmieniło. Nie mówię o murach i eksponatach, bo to oczywiste (chociaż można by wyciągnąć coś nowego od czasu do czasu z magazynu), ale forma prezentacji. Te same wiekowe napakowane gablotki z małymi karteczkami, chyba nawet ten sam układ eksponatów, a w Komnatach zaduch, tłok i gwar. Toż to przecież odgrzewany kotlet, bliski kuzyn hamburgera . Może rzeczywiście lepiej zjeść hamburgera, a wieczorem, kiedy zamkną wystawy wybrać się na Wzgórze Wawelskie, wejść na Dziedziniec, wstąpić do Katedry, usiąść w ławce i powspominać czasy, w których to miejsce tętniło prawdziwym życiem. |